Historia miejsc, to przede wszystkim historia ludzi, którzy je tworzyli, żyli w nich, umierali, przekształcali, bronili, upiększali… To historia domów, ale i tego z czego powstały, błysk słońca na kamieniu ciosanym przez czeladnika kamieniarza, gdy ten pod rozłożystą lipą po zbytnich swawolach dnia wczorajszego oddawał się drzemce… to historia zaklęta w korze dębu, którego niewidzialna ręka proboszcza na chwałę Pańską przy kościele z czerwonej cegły, w dołek z delikatnością przyrodnika wkładała….
Historia miejsc to wielka gmatwanina różnych historii rodów, rodzin, domów, dworów, władców, wojen, państw… Czy historia miejsc może być historią smaków? Jeśli miejsca tworzą ludzie, to zawsze towarzyszył im posiłek, który można przecież przyrządzić z tak wielu rzeczy i w tak różny sposób. Jeśli przyrządzano posiłek, potrzebne było do tego miejsce, naczynia, narzędzia kuchenne, umiejętności, artykuły. A zatem jak to bywa w historii, jedna rzecz wiąże się z inną i tak kolejno zazębiają się o siebie różne części przeszłości, niczym koło zębate, machiny, którą możemy określić czasem.
Czy można odtworzyć dawny smak? Smak Węgorzewa? Mamy nadzieję, że dzięki naszemu cyklowi „Kuchnii WęgorzEwa” zdołamy przynajmniej podjąć taką próbę! Jakie będą efekty – nie wiemy. Eksperyment powiedzie się tym bardziej, jeśli przyłączą się do niego mieszkańcy naszego grodu. W wielu rodzinach od lat serwuje się dania, ciasta, przekąski, według sprawdzonych przepisów prababci, babci, mamy… a one przywędrowały tu wraz z nimi z jakże odmiennych kulinarnie miejsc. W domach mieszkańców grodu nad Węgorapą znajdziemy smaki z Wilna, Polesia, Ukrainy, Suwalszczyzny, Mazowsza… Jesteśmy dziś smakowo – wymieszani niczym lody „zabajane”. A czy tak było wcześniej? No właśnie, na to pytanie również będziemy starali się odnaleźć odpowiedź na łamach naszych „elektronicznych” felietonów. Już teraz możemy postawić mocną tezę, że zróżnicowanie smaków Węgorzewa, zatoczyło razem z dziejami miasta szerokie koło. Gdy zacny burmistrz Węgoborka w roku pańskim 1571 z dumą nosił głowę przechadzając się nielicznymi ulicami ówczesnego Węgorzewa, jego nos łechtały bardzo różne zapachy dochodzące z domostw mieszkańców już teraz prawnie zwanych - mieszczanami. Albowiem tygiel kulturowy był tu nie mały. Ludność Węgorzewa stanowili Mazurzy – osadnicy z Polski, głównie z Mazowsza, Litwini, Niemcy, Prusowie i Żydzi. Ileż nacji, tyleż zapewne smaków. I dziś znów ten zacny „tygiel”, piękny w swej różnorodności powrócił do nas. A my w nim szukać będziemy smaków, smaków naszego miasta.
Dlatego zachęcamy wszystkich, do dzielenia się tajnikami kuchni. Przesłane przepisy, ciekawostki, opowieści, będą okraszały cykl „Kuchni WęgorzEwa”. Kierujcie je na adres kuchniawegorzewa@interia.pl
Na koniec kilka słów wyjaśnienia, skąd pomysł i kto jest jego autorem. Otóż pomysłodawcą zbadania „od kuchni” przeszłości Węgoborga jest ogólnie pojęta społeczność Szkoły Podstawowej nr 2 im. Janusza Korczaka w Węgorzewie. Stąd też moderatorem działań jest jeden z nauczycieli, który
z wrodzonej skromności, będzie używał pseudonimu: Węgorz Ewa. Inspiracją do poszukiwań dawnych i obecnych smaków Węgorzewa jest oczywiście piękna rocznica nadania praw miejskich.
W tajemnicy dodam, że bezpośrednio idea ta, „ugotowała” się z zapachami i smakami smacznego i zdrowego jadła szkolnej stołówki w SP 2.
Zapraszamy wszystkich chętnych do współtworzenia kulinarnej przeszłości i teraźniejszości, a może i przyszłości Węgorzewa. Dzielcie się z nami swoimi smakami! Gdybyż udało się zebrać 450 przepisów na 450-lecie rocznicy nadania praw miejskich byłby to zaiste godny wyczyn. A może dzięki Wam i tym kilku felietonom, zdołamy odkryć naszą lokalną – potrawę. Taką, która będzie znakiem rozpoznawczym na mapie kulinarnej Polski, tak jak chociażby słynne kartacze w Gołdapii! Możemy to uczynić głosując na nadesłane potrawy. Ale o tym zadecydujecie już sami …
Z kucharskim pozdrowieniem.
Węgorz Ewa
Niebawem odc. I - Na krzyżackim stole.
Szukajcie nas także na facebooku